Czy zdarza się Wam czasami, że kiedy dowiecie się czegoś nowego, np. poczytacie o nowej chorobie, zaczynacie widzieć jej objawy u przypadkowych przechodniów? Kiedy uczyłam się języka migowego, nagle w okół mnie było pełno ludzi głuchych, na przystanku, w sklepie, nawet na oddziale. Kiedy uczyłam się o chorobach psychiczny, do bloku mieszkalnego wprowadził się mężczyzna ze schizofrenią paranoidalną. Kiedy natomiast zaczęłam zajęcia z położnictwa, moja siostra urodziła synka.
Tak więc nic dziwnego, że po napisaniu części pracy zaliczeniowej mojego chłopaka na temat eutanazji, następnego dnia wylądowałam na R-ce kardiologicznej, gdzie spotkałam między innymi starszą pacjentkę z amputowaną kończyną, nadwagą, cukrzycą, tracheostomią, PEG-iem, pod respiratorem, z clostridium, całą obłożoną pampersami, bo inaczej płyn surowiczy kapał z łóżka. Cały dzień nic innego nie chodziło mi po głowie.
Dlaczego ratować tak chorą osobę? Właśnie - ratować. Ale co tu ratować? Nie ma szans, że ta pacjentka wróci do normalnego funkcjonowania. Nie ma nawet szans, że wyjdzie ze szpitala. Po prostu czeka na śmierć. Codziennie jest dźgana, żeby pobrać krew do badań, 4 razy dziennie pomiar glikemii, cewnik moczowy non-stop, prześwietlenia, konsultacje, pampersy, odleżyny i wiele innych. I tu moje pytanie, czy nie jesteśmy nazbyt ambitni, podtrzymując takie "życie"? Czy to nie jest przerost formy nad treścią? To już nie jest leczenie, ani ratowanie. Nie wiem jak to profesjonalnie nazwać, ale po ludzku - przedłużanie cierpienia.
Brytyjskie badania wykazały, że 50% chorych uznanych za "bez kontaktu" czy też "stan wegetatywny" zachowuje świadomość. Ale o tym nikt już się nie zastanawia.
Jedna z pacjentek, po odzyskaniu przytomności zadzwoniła do swojej wnuczki. Kilka dni wcześniej, wspomniana wnuczka wezwała pogotowie, kiedy u chorej wystąpiło zatrzymanie akcji serca. Pacjentka zapytała ją, "Dlaczego pozwoliłaś mnie reanimować. Ja tak spokojnie odchodziłam. Już mi było tak dobrze".
Ciekawostka na zakończenie:
Gram ludzkiego DNA przechowuje tyle informacji, co 6000 miliardów płyt CD.
Tak więc nic dziwnego, że po napisaniu części pracy zaliczeniowej mojego chłopaka na temat eutanazji, następnego dnia wylądowałam na R-ce kardiologicznej, gdzie spotkałam między innymi starszą pacjentkę z amputowaną kończyną, nadwagą, cukrzycą, tracheostomią, PEG-iem, pod respiratorem, z clostridium, całą obłożoną pampersami, bo inaczej płyn surowiczy kapał z łóżka. Cały dzień nic innego nie chodziło mi po głowie.
Dlaczego ratować tak chorą osobę? Właśnie - ratować. Ale co tu ratować? Nie ma szans, że ta pacjentka wróci do normalnego funkcjonowania. Nie ma nawet szans, że wyjdzie ze szpitala. Po prostu czeka na śmierć. Codziennie jest dźgana, żeby pobrać krew do badań, 4 razy dziennie pomiar glikemii, cewnik moczowy non-stop, prześwietlenia, konsultacje, pampersy, odleżyny i wiele innych. I tu moje pytanie, czy nie jesteśmy nazbyt ambitni, podtrzymując takie "życie"? Czy to nie jest przerost formy nad treścią? To już nie jest leczenie, ani ratowanie. Nie wiem jak to profesjonalnie nazwać, ale po ludzku - przedłużanie cierpienia.
Brytyjskie badania wykazały, że 50% chorych uznanych za "bez kontaktu" czy też "stan wegetatywny" zachowuje świadomość. Ale o tym nikt już się nie zastanawia.
Jedna z pacjentek, po odzyskaniu przytomności zadzwoniła do swojej wnuczki. Kilka dni wcześniej, wspomniana wnuczka wezwała pogotowie, kiedy u chorej wystąpiło zatrzymanie akcji serca. Pacjentka zapytała ją, "Dlaczego pozwoliłaś mnie reanimować. Ja tak spokojnie odchodziłam. Już mi było tak dobrze".
Gram ludzkiego DNA przechowuje tyle informacji, co 6000 miliardów płyt CD.

Dylemat życia od zawsze budził wiele kontrowersji. Eutanazja, aborcja, in vitro. Dodatkowo wchodzi tutaj relacja człowieka z jego wierzeniami. Czy jesteśmy panami istnienia? Czy to my możemy odbierać życie? Czy to egoistyczne czy altruistyczne, że chcemy podtrzymać czyjeś życie. Człowieka siłą motoryczną od zawsze była nadzieja. Wiele osób wierzy w cuda. Osobiście, nie chciałabym być ciężarem dla bliskich. Ciężko jest oglądać ból pacjenta, tak jak i ból rodziny. Zawód pielęgniarki nie jest zawodem dla każdego. Dylemat życia i śmierci od zawsze był trudny. Nie raz słyszano, że lekarz zalecił aborcję a mimo to urodziło się zdrowe dziecko. Gdy człowiek żyje "jak roślinka" istnieje cicha nadzieja że jednak coś się zmieni. Że nasze modlitwy nie pójdą na marne. Ciężko myśleć racjonalnie.Większość ludzi nie może pogodzić się z bezsilnością. Poza tym jakie musiałyby być spełnione kryteria dotyczące możliwości eutanazji? Zbyt dużo niejasności. Ten dylemat jest jednym z trudniejszych dylematów. Dobrze, że ktoś odważył poruszyć się ten temat. Czytam często Twojego bloga, podoba mi się to, w jaki sposób ujmujesz ważne kwestie.
OdpowiedzUsuńTemat zdecydowanie jest bardzo trudny i z której strony nie próbuję go ugryźć zawsze są jakieś ale. Jednak eutanazja staje się legalna w kolejnych krajach świata, więc jakoś prawnie jest to rozwiązane. Oczywiście zawsze pozostaje podstawowa kwestia, czy korzyści przewyższą ewentualne błędy i nadużycia?
UsuńJeżeli chodzi o cuda, to oczywiście, wieku rzeczy medycyna nie potrafi wyjaśnić. To co ja mogę zobaczyć i to jakość życia takiego chorego, który przekroczył te 80 lat i nie widać dla niego ratunku. Zawsze pozostanie argument, kto daje nam prawo do decydowania o życiu. Ale kto daje nam prawo do decydowania o cierpieniu?
Kwestia aborcji, przynajmniej dla mnie, jest zupełnie innym tematem, Może kiedyś go jeszcze poruszę.
Dziękuję za dobre słowo oraz tak ambitny i wyczerpujący komentarz.
Chciałam tylko powiedzieć, że człowiek nie ma prawa decydować o śmierci. Szczególnie osoba wierząca powinna to zrozumieć. Poza tym.. przecież my, Katolicy, wierzymy, że CIERPIENIE MA SENS.
OdpowiedzUsuńMogłabym wywlec tu wiele argumentów sprzeciwiających się eutanazji. Ale dla człowieka wierzącego, dla którego wiara jest najważniejsza, to wytłumaczenie powinno wystarczyć.
Jezus cierpiał. Nie przez przypadek. Cierpienie ma sens! A tylko Bóg jest Panem życia i śmierci. I według mnie osoba wierząca nawet nie powinna poddawać tematu eutanazji wątpliwościom.
Mam kilka wątpliwości co do Pani komentarza. Przede wszystkim nigdzie nie umieszczałam informacji, jakiego wyznania jestem. Pacjenci również wyznają różne religie.
UsuńSkoro nie mamy prawa decydować o śmierci, to nie powinniśmy mieć również prawa decydować o życiu. Czyli sztuczne podtrzymywanie życia jest niezgodne z tym założeniem. Powinniśmy dać ludziom umierać wtedy, kiedy Bóg wzywa ich do siebie.
Czy cierpienie ma sens? To kwestia sporna, dla każdego inna. Niektórym taka wiara pomaga je znosić. Ale skoro cierpienie ma sens, to Katolicy powinni mieć zakaz kupowania leków przeciwbólowych. Przecież cierpienie ma znaczenie i powinniśmy cierpieć, więc nie powinno się łykać tego Ibuprofenu na ból głowy.
I to czego na prawdę nie rozumiem. Dlaczego Katolik nie powinien rozmawiać na temat eutanazji? Nie ma prawa myśleć? Przecież to, że poddaję taki temat nie znaczy że będę biegać po ulicy i szlachtować ludzi po 85 r.ż. "Jeżeli poddajemy coś w wątpliwość, oznacza że chcemy znać przyczynę, świadczy o pewnym poziomie inteligencji." Takie zdanie usłyszałam od księdza. A na lekcjach religii wielokrotnie przerabiałam temat eutanazji, a nawet puszczono mi w liceum film obrazujący krok po kroku aborcję.
Na szczęście w mojej profesji eutanazja jest zupełnie legalna. I co jest ciekawe tłumaczy się, że jest to dla dobra zwierzęcia i nie możemy być egoistami więc musimy pozwolić im odejść. Na szczęście koni i psów nie zmusza się do wieloletniego wiszenia na bezsensownym respiratorze. Polscy Katolicy pod wodzą Terlikowskiego, świętszego od papieża nie rozumieją, że jeżeli dziecko umiera a my je zmuszamy do życia jest to ingerowaniem w wolę Boga. To samo dotyczy się 90 taki z połamaną miednicą bez szans na leczenie. Czasami jest mi wstyd za ten ciemnogród Terlika i spółki bo katolicyzm to już nie jest a jedynie ich własna sekta korzystająca z polskich kościołów.Moim zdaniem lekarze ludzi powinni posłuchać tych argumentów lekarze weterynarii ` nie bądźmy egoistami pozwólmy godnie odejść`. Bardzo ciekawy temat :) Coś przestój był i długo kazałaś czekać czytelnikom ^^`
OdpowiedzUsuńPrzepiękna perspektywa, a której przyznaję że nie pomyślałam. Zgadzam się w zupełności, nic dodać nic ująć.
UsuńZa zastój przepraszam, zbiegło się dużo dyżurów, zawirowań życia prywatnego i oczywiście przyszła sesja :) Jest mi niezmiernie miło, że ktoś czeka na kolejne wpisy.